Ślepa Temida

Naprawdę cholera mnie bierze gdy widzę poczynania przedstawicieli Temidy stojących na straży praworządności w naszym pięknym kraju. Gdyby Orwell ożył, z pewnością uroniłby łzę wzruszenia, widząc jak spełnia się jego prorocze „Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych”. Do stworzenia tej notki pchnęły mnie informacje o „szaleńcu z Monciaka”, ale do niego jeszcze wrócę. Wcześniej jednak o tym jak stanowczy, szybki i bezlitosny jest nasz wymiar sprawiedliwości. Czytaj dalej

Reklamy

Chef – film o tym, że należy gonić za marzeniami

Na Szefa szedłem z przekonaniem, że obejrzę kolejną, nieskomplikowaną komedię, o której zapomnę zaraz po wyjściu z kina. Jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna – Jon Favreau w roli tytułowego szefa kuchni, stawia przed widzami kilka pytań i zmusza do znalezienia na nie odpowiedzi. Czy potrafimy godzić życie osobiste z pracą? Czy praca daje nam satysfakcję, czy też może zaciskamy zęby i godzimy się z istniejącą sytuacją, bo boimy się, że nic innego nie znajdziemy? I wreszcie – czy warto podążać za marzeniami? Favreu pokazuje, że jak najbardziej. Czytaj dalej

Urlopu dzień 13 – ostatni :(

Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy (za szybko). Ani się spostrzegliśmy, a prawie dwa tygodnie urlopu przeleciały jak w kalejdoskopie. Postanowiliśmy wyjechać zaraz po śniadaniu, przy czym to „zaraz” było dość rozciągliwe – pakowanie reszty rzeczy zeszło nam mniej więcej do godziny 10, czyli w zasadzie ruszyliśmy zgodnie z planem. Czytaj dalej

Urlopu dzień 11 i 12 – palimy się na raki

Urlop niebezpiecznie zbliżał się ku końcowi, postanowiliśmy więc wykorzystać każdą ostatnią chwilę na zdobycie perfekcyjnej opalenizny. A przynajmniej część z nas – ja byłem tak spieczony, że każdy kontakt ze słońcem kończył się niecenzuralnym monologiem. Starałem się kryć w cieniu parasola, ale nie było to łatwe z racji wiatru usiłującego wyrwać mi go z rąk. Na szczęście pod koniec dnia wynik brzmiał ja – wiatr 2:1. Czytaj dalej

Urlopu dzień 10 – dmuchamy potwora i wciągamy owoce morza

Dzisiaj udało mi się spełnić obietnicę – wakacje pod palmami. A raczej pod palmą … Pół dnia dmuchałem ale warto było – efekt końcowy był więcej niż zadowalający. Dzieci z całej plaży przybiegały robić sobie zdjęcia (5 kun za dotknięcie ;)), a ich ojcowie ze wstydem spuszczali powietrze ze wszelkiego rodzaju materacy, pontoników itp., piorunowani wzrokiem przez małżonki (no i coś ty baranie kupił?!). Nic nie mogło równać się z naszym potworem 🙂 Czytaj dalej

Urlopu dzień 9 – wizytujemy Dubrownik

Według wszelkich znaków na niebie i ziemi tego dnia pogoda miała się zepsuć, co też zrobiła. Na szczęście byliśmy przygotowani na tę ewentualność i już wcześniej zaplanowaliśmy wycieczkę do Dubrownika. Trochę się stresowałem, bo co innego gnać autostradą, a co innego jechać „zakręconą” Magistralą Jadrańską, ale dałem radę. Zgaśnięcie silnika na środku skrzyżowania czy wjechanie za innym autem w ślepą uliczkę (Co się pan tak gwałtownie zatrzymuje?! Bo to mój garaż …) potraktujmy jako nieznaczące incydenty 😉 Czytaj dalej

Urlopu dzień 7 i 8 – błogie lenistwo i polowanie na skarby

Po dość intensywnie spędzonym czasie nadeszły dwa dni błogiego spokoju. Burza, chmury i deszcz zawstydziły się, że robią nam takie numery podczas urlopu i ustąpiły miejsca przepięknej pogodzie. Na tyle przepiękne, że mimo dobrego już podkładu opalenizny wieczorem w ruch szedł Bepanthen i zimne prysznice. Czytaj dalej