Urlopu dzień 4 – w Chorwacji też czasami leje, a my kibicujemy Argentynie

Czwartego dnia beztroskiego wakacyjnego lenistwa obudziła nas ulewa. Taka prawdziwa. Przyzwyczajony do szumu fal nie zwróciłem na nią uwagi, dopiero dźwięk rozbijanej popielniczki na balkonie uświadomił mi, że coś jest nie tak. Pogoda zrobiła się taka, że dobrze wychowany Anglik powiedziałby „it’s raining cats and dogs”, slangowy Polak stwierdziłby, że „rzuca żabami”, ja natomiast miałem gdzieś konwenanse i po staropolsku wycedziłem przez zęby „kur..de, ale leje!”. Czytaj dalej

Reklamy

Urlopu dzień 3 – spacer w Trpanj, osiołki i owoce morza na kolację

Tym razem wstawało się nieco ciężej niż dnia poprzedniego – pewnie zemsta Dionizosa za picie mołdawskich trunków na chorwackiej ziemi. Żeby uzyskać świeżość potrzebną do zalegania cały dzień na plaży w bezruchu postanowiliśmy całą czwórką skoczyć do Trpanj. Na spacer, piwo i colę – ktoś musiał zachować trzeźwość w przypadku ataku szakali czy miejscowej policji. Tym razem zostawiliśmy samochód na prawdziwym parkingu i do „centrum” dostaliśmy się piechotą. Czytaj dalej

Urlopu dzień 2 – zakupy, kajak i grill dla odmiany

Następnego dnia znowu obudził nas deszcz, tfu, szum fal. Byłem pewien, że srogo zapłacę za procentowe szaleństwa wieczorku zapoznawczego, lecz bardzo sympatycznie się rozczarowałem – wiadomo, świeże powietrze to i syndrom dnia poprzedniego nie dokucza. Po śniadaniu zaczęliśmy przygotowywać się do wyprawy na zakupy. Tak, tak, wyprawy, bo naprawdę byliśmy na prawdziwym zadupbiu. Co prawda nasz „właściciel” wspominał, że w wiosce codziennie o 7 rano pojawia się obwoźny handlarz pieczywem i nabiałem, ale kto by się zrywał w środku nocy żeby kupić bułki. Czytaj dalej

Urlopu dzień 1 – plażing i relaxing

Pierwszego dnia prawdziwego Urlopu przez duże U obudziła nas … ulewa. ‚Pięknie, kurnia, pięknie’ pomyślałem. Jakbym chciał spędzić 2 tygodnie przemoczony do suchej nitki to pojechałbym nad Bałtyk… Na szczęście po chwili okazało się, że hałas na zewnątrz powodują fale, a nie deszcz. Błękitne niebo bez chociażby jednej chmurki nastroiło nas optymistycznie i zachęciło do śniadania na balkonie. Po zaspokojeniu głodu przyszedł czas na leniwy relaks na plaży. Czytaj dalej

Urlopu dzień 0 – jesteśmy w Du(p)bie

Wreszcie! Po wielu miesiącach oczekiwań, ciężkiej pracy w pocie czoła i kompletowaniu sprzętów plażowych jedziemy na urlop do Chorwacji! Planowy wyjazd o 4 rano nieco się przesuwa z powodu rewolucji żołądkowych i ostatecznie startujemy o 7. Pogoda w kratkę ale idealna do jazdy. Krzysztof „ze mną na pewno dojedziesz do celu” Hołowczyc prognozuje pokonanie nieco ponad 1300 km na 16 godzin ale po chwili się poprawia – mamy dotrzeć na miejsce nieco po 21:15. Czytaj dalej