Urlopu dzień 13 – ostatni :(

Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy (za szybko). Ani się spostrzegliśmy, a prawie dwa tygodnie urlopu przeleciały jak w kalejdoskopie. Postanowiliśmy wyjechać zaraz po śniadaniu, przy czym to „zaraz” było dość rozciągliwe – pakowanie reszty rzeczy zeszło nam mniej więcej do godziny 10, czyli w zasadzie ruszyliśmy zgodnie z planem. Czytaj dalej

Reklamy

Urlopu dzień 11 i 12 – palimy się na raki

Urlop niebezpiecznie zbliżał się ku końcowi, postanowiliśmy więc wykorzystać każdą ostatnią chwilę na zdobycie perfekcyjnej opalenizny. A przynajmniej część z nas – ja byłem tak spieczony, że każdy kontakt ze słońcem kończył się niecenzuralnym monologiem. Starałem się kryć w cieniu parasola, ale nie było to łatwe z racji wiatru usiłującego wyrwać mi go z rąk. Na szczęście pod koniec dnia wynik brzmiał ja – wiatr 2:1. Czytaj dalej

Urlopu dzień 10 – dmuchamy potwora i wciągamy owoce morza

Dzisiaj udało mi się spełnić obietnicę – wakacje pod palmami. A raczej pod palmą … Pół dnia dmuchałem ale warto było – efekt końcowy był więcej niż zadowalający. Dzieci z całej plaży przybiegały robić sobie zdjęcia (5 kun za dotknięcie ;)), a ich ojcowie ze wstydem spuszczali powietrze ze wszelkiego rodzaju materacy, pontoników itp., piorunowani wzrokiem przez małżonki (no i coś ty baranie kupił?!). Nic nie mogło równać się z naszym potworem 🙂 Czytaj dalej

Urlopu dzień 9 – wizytujemy Dubrownik

Według wszelkich znaków na niebie i ziemi tego dnia pogoda miała się zepsuć, co też zrobiła. Na szczęście byliśmy przygotowani na tę ewentualność i już wcześniej zaplanowaliśmy wycieczkę do Dubrownika. Trochę się stresowałem, bo co innego gnać autostradą, a co innego jechać „zakręconą” Magistralą Jadrańską, ale dałem radę. Zgaśnięcie silnika na środku skrzyżowania czy wjechanie za innym autem w ślepą uliczkę (Co się pan tak gwałtownie zatrzymuje?! Bo to mój garaż …) potraktujmy jako nieznaczące incydenty 😉 Czytaj dalej

Urlopu dzień 7 i 8 – błogie lenistwo i polowanie na skarby

Po dość intensywnie spędzonym czasie nadeszły dwa dni błogiego spokoju. Burza, chmury i deszcz zawstydziły się, że robią nam takie numery podczas urlopu i ustąpiły miejsca przepięknej pogodzie. Na tyle przepiękne, że mimo dobrego już podkładu opalenizny wieczorem w ruch szedł Bepanthen i zimne prysznice. Czytaj dalej

Urlopu dzień 6 – bliskie spotkanie ze Św. Eliaszem

Czwarta nad ranem, może sen przyjdzie … nie, kurnia, nie przyjdzie bo za 15 minut zadzwoni budzik! Wakacje, urlop, czas lenistwa a ja wstaję o 4:15!! Do tej pory nie mogę pojąć co mnie podkusiło aby ochoczo zgłosić się na ochotnika na wyprawę w góry urządzaną przez WspółUrlopowiczów. A dokładnie na jedną górę – Sv. Ilija, 961 metrów nad poziom morza. Mam takie przebłyski, że było to podczas jednego z szakalowych wieczorów – „coooo, ja nie wejdę??”. No więc słowo się rzekło i idę. Czytaj dalej

Urlopu dzień 5 – Korcula i konoba Antunovic czyli znowu jemy i pijemy

Pogoda wydawała się łaskawsza niż dnia poprzedniego, ale nie na tyle łaskawa, żeby można było pogłębiać opaleniznę. Zdecydowaliśmy się więc wykorzystać tę nieco gorszą aurę na zwiedzenie Korčuli. Ponownie udaliśmy się do Orebiča, skąd po 20 minutach dotarliśmy taksówką wodną do rodzinnego miasta Marco Polo (jak głosi legenda, chociaż prawa do urodzin tego sławnego podróżnika rości sobie również Wenecja). Jeśli pojawicie się w tamtej okolicy to gorąco namawiam do zwiedzenia starego miasta bo jest po prostu przepiękne – nie na darmo Korčulę zwą Małym Dubrownikiem. Czytaj dalej