5 najciekawszych punktów widokowych Wiednia

Przyjeżdżając do Wiednia warto nie tylko poszwendać się jego uliczkami podziwiając zabytki, czy pokosztować różnorodnych smaków, będących cesarsko-królewską spuścizną , ale także spojrzeć na miasto z góry. Dosłownie. Czytaj dalej

Reklamy

Wiener Prater czyli Wesołe Miasteczko z duszą

Być w Wiedniu i nie wstąpić na Prater to tak jak być w Londynie i nie zobaczyć Big Bena, być w Paryżu i nie widzieć wieży Eiffla, być w Rzymie itd., itp. –  wiecie o czym mówię. Wiedeński Prater to tak naprawdę ogromny park publiczny mieszczący m.in. narodowy stadion Austrii, wąskotorową kolejkę parkową oraz, a może  przede wszystkim, wielki lunapark. Czytaj dalej

Upał w wielkim mieście

Upał, skwar, żar  lejący się z nieba, gorące powietrze powodujące omamy i inne fatamorgany – wiecie o czym mówię, prawda? Po serii „występów wyjazdowych”, ten weekend spędzałem w Wiedniu. Gdy po raz kolejny z trudem odlepiłem się od krzesła, powiedziałem sobie: dość bicia rekordów ciepła, czas się schłodzić. Czytaj dalej

Rathaus Filmfestival – uczta dla duszy i podniebienia

Jak co roku plac przed wiedeńskim Ratuszem gości koneserów kultury przez duże „K”. Od 29 czerwca do 1 września na ogromnym ekranie oglądać można m.in. retransmisje oper, koncertów czy sztuk teatralnych, jak również jazzowe występy na żywo. Oczywiście za darmo. Całość uzupełniają stoiska oferujące dania na ciepło i zimno oraz napoje. Ale za to jakie! To już oczywiście za opłatą 😉 Czytaj dalej

10 dziwnych ale smacznych rzeczy, które jadłem w Austrii

Będąc w obcym kraju staram się poznawać go nie tylko turystycznie, historycznie czy obyczajowo, ale również kulinarnie (czytaj – lubię dobrze zjeść ;)). W spadku po Monarchii Habsburgów Austria odziedziczyła bardzo zróżnicowaną kuchnię, w której łączą się wpływy m.in. niemieckie, czeskie i węgierskie, dając czasami całkiem wybuchowe mieszanki. Poniżej moja lista potraw i napojów, które pomimo „dziwności” są całkiem smaczne. Czytaj dalej

TOP 5 rzeczy, które lubię w Austrii (Wiedniu)

Kilka tygodni po przyjeździe do Wiednia było dla mnie nieco traumatyczne – nie znałem języka, nie wiedziałem co mówi do mnie kasjerka w sklepie (nadal nie wiem i losowo odpowiadam Ja albo Nein, co o dziwo działa ;)), no jednym słowem czułem się jak turysta. I chociaż nadal nie mogę powiedzieć, że to MOJE miasto, to kilka rzeczy zdążyłem w nim polubić. Czytaj dalej