Najazd nerdów na Wiedeń czyli turniej Magic The Gathering okiem n00ba

Dwa tygodnie temu odbyła się w Wiedniu impreza zatytułowana „Magic The Gathering Grand Prix Vienna”, na którą przybyło ponad 1400 fanów tej karcianki, spopularyzowanej przez Wizards of the Coast. Jeśli nie macie pojęcia o co chodzi – nie przejmujcie się i witajcie w klubie – gdyby nie fakt, że brał w niej udział mój znajomy, Buja, sam nie miałbym pojęcia, że coś takiego ma miejsce (szczerze powiedziawszy do ostatniej chwili miałem nadzieję myślałem, że przyjechał na targi erotyczne, które odbywały się w tym samym terminie). Ale dzięki temu mogę śmiało powiedzieć, że i ja tam byłem, miód i wino piłem i fotki robiłem (z tym winem i miodem to ściema taka – Buja przywiózł południowoafrykańskie brandy jako wkupne, więc oglądając turniej posiłkowałem się zimną Colą i Red Bullem). Czytaj dalej

Reklamy

Don’t Starve – jaram się, Hotline Miami – niekoniecznie

Letnia wyprzedaż na Steamie trwa w najlepsze, drenując kieszenie i portfele. Także i moje konto uszczupliło się nieco ale tym razem poluję wyłącznie na nieabsorbujące tytuły, które nie przykują mnie do fotela na kilka godzin w jednej sesji. Już od jakiegoś czasu miałem ochotę sprawdzić co też ekscytuje ludzi w Hotline Miami oraz Don’t Starve, a ponieważ Steam czyta mi w myślach, wspomniane tytuły zasiliły moją bibliotekę. I muszę powiedzieć, że jestem rozczarowany, odpowiednio niemiło i miło. Czytaj dalej

DLC zabijają gry

We wpisie dotyczącym osiągnięć w grach komputerowych zasugerowałem, że są one w zasadzie wyłącznie próbą przykucia gracza na dłużej do konkretnego tytułu. Innym rodzajem sztucznego przedłużacza jest tzw. DLC czyli zawartość do pobrania. I o ile jeszcze darmowe dodatki, które trafiają się niestety coraz rzadziej, można tolerować, o tyle płatne DLC to tylko i wyłącznie skok na kasę. W wielu przypadkach niezwykle perfidny. Czytaj dalej

Acziwki – na co to komu?

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami … a nie, to nie ta bajka. W każdym bądź razie był taki czas, gdy gry komputerowe  dawały graczowi poczucie dobrze wydanych pieniędzy – trzymająca się kupy fabuła, ciekawie opowiedziana historia, dość wysoki poziom trudności itp., itd. Jednym słowem, tytuł przykuwał na długie godziny, sprawiając masę frajdy.

Pewnego dnia coś się zmieniło. Nagle okazało się, że fabuły są płytkie jak kałuże, gry przechodzą się w zasadzie same, a gracze proszeni o wymienienie zapadających w pamięć fragmentów rozgrywki zachowują się jak przesympatyczna Dory z filmu Gdzie jest Nemo.  I w tym momencie Czytaj dalej