Siedem czyli pisanie jest banalne

Dzień, który zapowiadał się przepięknie, niestety, tak się nie zaczął. Budzik nastawiony na siódmą, z niewiadomych powodów zadzwonił siedem minut później. Ujadająca Zjawa zrobiła sobie z mojej twarzy poduszkę, a że dzień wcześniej radośnie wytaplała się w wanilii, chcąc nie chcąc musiałem wziąć nadprogramowy prysznic. A właściwie siedem … Ki diaboł, pomyślałem? Jedząc w locie suchą bułkę dobiegłem na przystanek, aby zobaczyć piękny tyłeczek oddalającej się Siódemki. Oczywiście w kolejnym tramwaju był okropny ścisk, a wszystkie miejsca siedzące zajęte były przez hipsterów obnoszących się z czytaniem książek. Nie mam pojęcia co oni widzą w tych skrawkach papieru, przecież wiadomo, że Metalika skończyła się na Ferdydurke. Do Urzędu Wiejskiego dotarłem w ostatniej chwili – przed drzwiami dopadły mnie dwie dziewoje z czymś tam falującym jak boje hotelowe domagając się autografu. Grzecznie wytłumaczyłem im, że to pomyłka, bo ja żadnej książki jeszcze sam nie napisałem. W końcu doczłapałem do swojej samotni mieszczącej się na siódmym piętrze zapuszczonego jak dziadowski bicz budynku. Usiadłem przy biurku i zamyśliłem się. Tak mi się to spodobało, że po chwili zamyśliłem się ponownie. Przypomniały mi się ślicznotki sprzed wejścia … – A czemu by nie, pomyślałem – czytać, nie czytam, toteż styl mój pisarski nieskalany niczym dziewica spartańska. Raz, dwa machnę jakieś czytadełko, kokosów nazbijam i na siedem lat w Tybecie starczy. Zaplotłem uda i zawiesiłem palce nad klawiaturą. Niestety, natchnienie nie spływało. Znałem je dobrze, jak fałszywy szezlong. Pojawiało się w najmniej oczekiwanych okolicznościach, głównie wtedy, gdy przeglądałem mało popularny blok mało znanego blogera iSiedem. A w pracy Internet nomen omen zablokowany… W bólach twórczych przecierpiałem 8 godzin harówki i niesiony skrzydłami wołu pognałem do domu. Niestety, dzień kończył się równie źle, jak się rozpoczął. Otwierając drzwi walnąłem się we framugę i wybiłem ostatnią dolną siódemkę. Ból był nieznośny, a do tego w głowie huczało mi jakbym odkurzał. Objęła mnie ciemność. Lub sąsiad.

Powyższy wpis jest abstrakcyjną wariacją na temat poruszony w poprzednim poście – splagiatowania pewnego bloga i wydania zmienionych tekstów pod swoim nazwiskiem. A jak się drogie dzieci nie czyta książek, to potem się pisze farmazony w stylu „rozpuściła włosy jak dziadowski bicz” … No chyba, że to miało być dziadowska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s