Cyckoafera

Od dwóch dni Internet wrze po aferze z wyciekiem nagich fotek celebrytek, a łącza grzeją się do czerwoności przez napalonych również do czerwoności nastolatków usiłujących sprawdzic co też kryje się pod makijażem np gwiazdek Disneya albo jak Jennifer Lawrence wygląda au naturel. I ja postanowiłem dorzucić swoje 3 grosze do dyskusji na ten temat. Po pierwsze – tak, to była kradzież, po drugie – po cholerę robić sobie nagie fotki i wreszcie po trzecie – jak można być tak naiwnym aby powierzać swoje zdjęcia chmurze?

No to po kolei. Ten tak zwany wyciek, to zwykła kradzież, niezależnie od tego co twierdzą wszelkiej maści „eksperci”. Pomimo bycia osobami publicznymi, celebrytki mają również prawo do prywatności i często to prawo egzekwują, co ma miejsce również w przypadku opisywanej afery. A kradzież pozostaje kradzieżą i nie ma tu nic do rzeczy fakt, że usługa, z której wykradziono fotki była dziurawa jak ser szwajcarski (czy tam robaczywe Jabłko ;)). Jeśli zostawicie otwarty samochód czy dom i ktoś się połakomi na Wasze rzeczy to nadal jest to kradzież.

Robienie nagich fotek. Tak tak, wiem, przecież nie ma w tym nic złego, „każdy to robi”. Nie każdy, to raz. A jeśli się jest celebryt(k)ą, to należałoby mocno przemyśleć robienie takich zdjęć. W danym momencie może się to wydawać fajne, ale przecież było już kilka afer z pojawieniem się kompromitujących materiałów. Oczywiście niektórzy mają to w dupie (w przenośni i dosłownie, patrz Kim Kardashian) i swoją „karierę” budują właśnie na tego typu aferach, ale wydaje mi się, że chyba lepiej jednak odebrać Oscara, Emmy czy inną Grammy, niż być znaną ze świecenia pośladkami.

I wreszcie mój ulubiony punkt. W głowie mi się nie mieści jak można być tak głupim aby swoje prywatne zdjęcia powierzać chmurze? I to w dodatku TEJ chmurze (nie chcę reklamować firmy, ale powiem tylko, że za wyciek prawdopodobnie odpowiedzialna jest super bezpieczna usługa Find My iPhone). Już samo trzymanie nagich fotek na telefonie (dysku przenośnym, laptopie, USB sticku) jest mało bezpieczne (kradzież, zgubienie, sprzedaż – skasowane dane można bardzo łatwo odzyskać), ale ludzie!!! Żeby w XXI przynajmniej na moment się nie zastanowić, co się dzieje z danymi, które przesyłane są nie wiadomo gdzie? Mam nadzieję, że po tej aferze przynajmniej część posiadaczy smartfonów zmieni nastawienie „Yay! Mój (aj)fon jest taki fajny, wysyła zdjęcia w chmurę!” na „Ej! Mój (aj)fon wysyła zdjęcia nie wiadomo gdzie. Lepiej to wyłączę.” A propos, żeby nie było, że się czepiam tylko Jabłka – urządzenia z Androidem połączone z kontem Google+ też mają (miały) domyślnie włączoną usługę synchronizacji z chmurą.

Na koniec smutna prawda – co się dostanie do Internetu, już w Internecie pozostanie. I na nic zdadzą się akcje FBI czy dramatyczne apele celebrytek aby nie oglądać ich zdjęć. Od 1 września 2014 już inaczej będziemy patrzeć na Mystique czy Penny 😉 A z innej beczki – miesiąc temu w kinach zawitała Sekstaśma z Cameron Diaz i Jasonem Segalem. Scenariusz pasuje jak ulał do opisywanej sytuacji. Znudzone małżeństwo pragnie znów poczuć TO i kręci tytułową sekstaśmę. Problem w tym, że film automatycznie synchronizuje się z chmurą, która następnie rozsyła go do urządzeń z nią połączonych. Również tych, którymi Cameron i Jason obdarowali znajomych … Enjoy 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s