Urlopu dzień 11 i 12 – palimy się na raki

Urlop niebezpiecznie zbliżał się ku końcowi, postanowiliśmy więc wykorzystać każdą ostatnią chwilę na zdobycie perfekcyjnej opalenizny. A przynajmniej część z nas – ja byłem tak spieczony, że każdy kontakt ze słońcem kończył się niecenzuralnym monologiem. Starałem się kryć w cieniu parasola, ale nie było to łatwe z racji wiatru usiłującego wyrwać mi go z rąk. Na szczęście pod koniec dnia wynik brzmiał ja – wiatr 2:1.

Ten wschód udało mi się zrobić przez przypadek, bo natura dopominała się o swoje prawa :)

Ten wschód udało mi się zrobić przez przypadek, bo natura dopominała się o swoje prawa 🙂

Wieczór spędziliśmy tradycyjnie przy grillu – WspółUrlopowicze stwierdzili, że kalmary, które zakupili do postraszenia sąsiadów w Polsce, niezbyt dobrze dogadują się z zamrażalnikiem. Postanowiliśmy więc je ukarać, przypiekając na wolnym ogniu. Kolację uzupełniły megabakłażany i wyczarowana przez WspółUrlopowiczkę nadziewana papryka. Dosłownie można było usłyszeć jak nasz kot-towarzysz przełyka ślinę – nic dziwnego, kalmary wyszły po prostu wyśmienicie.

Przedostatniego dnia chcieliśmy nieco odpocząć od plaży i słońca i udaliśmy się ponownie do Orebiča na piwko, pizzę i lody. Chytry plan przewidywał też odwiedzenie lokalnych straganów i sklepów, na których bystre oczy kobiet dojrzały figi i soczyste arbuzy oraz kolczyki, „świetnie pasujące do sukienki, butów i torebki” 🙂 I o ile pierwsza część planu powiodła się w 100%, o tyle z drugą mieliśmy problem. Jak to w południowych państwach bywa, Chorwaci również kultywują tradycję sjesty, aczkolwiek w ich wykonaniu wygląda ona tak, że osobiście nie mam pojęcia jak udaje im się utrzymać przed splajtowaniem. Sklep, przed którym się znaleźliśmy informował bowiem radośnie, że od 12:30 do 17:30 jest zamknięty z powodu relaksu jego załogi. Byliśmy tam przed południem, a i tak mogliśmy już pocałować klamkę 😦 Sytuację nieco uratowały przepyszne lody.

Po powrocie po raz ostatni poszliśmy na plażę, gdzie udało mi się uratować wielkiego żuka przed niechybną śmiercią w odmętach, a wieczorową porą po raz kolejny strzeliłem sesję zdjęciową wszystkiemu co daje chorwacka ziemia i morze.

Ja chcę tam wrócić!

Ja chcę tam wrócić!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s