Urlopu dzień 11 i 12 – palimy się na raki

Urlop niebezpiecznie zbliżał się ku końcowi, postanowiliśmy więc wykorzystać każdą ostatnią chwilę na zdobycie perfekcyjnej opalenizny. A przynajmniej część z nas – ja byłem tak spieczony, że każdy kontakt ze słońcem kończył się niecenzuralnym monologiem. Starałem się kryć w cieniu parasola, ale nie było to łatwe z racji wiatru usiłującego wyrwać mi go z rąk. Na szczęście pod koniec dnia wynik brzmiał ja – wiatr 2:1. Czytaj dalej

Reklamy