Urlopu dzień 13 – ostatni :(

Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy (za szybko). Ani się spostrzegliśmy, a prawie dwa tygodnie urlopu przeleciały jak w kalejdoskopie. Postanowiliśmy wyjechać zaraz po śniadaniu, przy czym to „zaraz” było dość rozciągliwe – pakowanie reszty rzeczy zeszło nam mniej więcej do godziny 10, czyli w zasadzie ruszyliśmy zgodnie z planem. Czytaj dalej

Reklamy

Urlopu dzień 11 i 12 – palimy się na raki

Urlop niebezpiecznie zbliżał się ku końcowi, postanowiliśmy więc wykorzystać każdą ostatnią chwilę na zdobycie perfekcyjnej opalenizny. A przynajmniej część z nas – ja byłem tak spieczony, że każdy kontakt ze słońcem kończył się niecenzuralnym monologiem. Starałem się kryć w cieniu parasola, ale nie było to łatwe z racji wiatru usiłującego wyrwać mi go z rąk. Na szczęście pod koniec dnia wynik brzmiał ja – wiatr 2:1. Czytaj dalej

Urlopu dzień 10 – dmuchamy potwora i wciągamy owoce morza

Dzisiaj udało mi się spełnić obietnicę – wakacje pod palmami. A raczej pod palmą … Pół dnia dmuchałem ale warto było – efekt końcowy był więcej niż zadowalający. Dzieci z całej plaży przybiegały robić sobie zdjęcia (5 kun za dotknięcie ;)), a ich ojcowie ze wstydem spuszczali powietrze ze wszelkiego rodzaju materacy, pontoników itp., piorunowani wzrokiem przez małżonki (no i coś ty baranie kupił?!). Nic nie mogło równać się z naszym potworem 🙂 Czytaj dalej