Urlopu dzień 7 i 8 – błogie lenistwo i polowanie na skarby

Po dość intensywnie spędzonym czasie nadeszły dwa dni błogiego spokoju. Burza, chmury i deszcz zawstydziły się, że robią nam takie numery podczas urlopu i ustąpiły miejsca przepięknej pogodzie. Na tyle przepiękne, że mimo dobrego już podkładu opalenizny wieczorem w ruch szedł Bepanthen i zimne prysznice.

Korzystając z okazji, że wiatr nie produkuje tylu fal co zwykle postanowiłem wybrać się na podmorskie łowy. Za każdym razem gdy odwiedzam Chorwację staram się znaleźć nie tyle muszle co skorupy jeżowców – moim zdaniem wyglądają po prostu ładniej. Niestety, plaże w Dubie nie są zbyt przyjazne takim poszukiwaniom – wszystkie znajdowane przeze mnie muszelki miały już właściciela, który usiłował uciekać, a skorup jeżowców było jak na lekarstwo, pomimo dość dużych skupisk tych zwierząt. Może po prostu nie chciały rozstawać się ze swoimi domami? Ale moja szczęśliwa gwiazda czuwała nade mną i tym razem – znalazłem najpiękniejszą i największą skorupę jeżowca od kiedy zagłębiam się w chorwackim morzu! Nieco później stała się moją modelką i cierpliwe uczestniczyła w sesji fotograficznej w towarzystwie lokalnego wina, które zakupiliśmy dzień wcześniej u przesympatycznej pani Nady.

Jestem strasznie dumny i z modelki i ze zdjęcia :)

Jestem strasznie dumny i z modelki i ze zdjęcia 🙂

A wieczorem, jak to wieczorem 😉 Na grilla padły ostatnie zapasy karkówki i kiełbas oraz świeże warzywa. Udało nam się nawet zaprosić na chwilę naszego „właściciela”, Damira, który jednak skorzystał tylko z płynnej części naszej kolacji. Uraczył nas przy tym opowieścią zarówno o miasteczku, jak i pobliskiej okolicy. Z ciekawostek, Duba od ponad 200 lat może poszczycić się emigracją do USA. Nawet pradziadek (chyba dobrze zrozumiałem) Damira wyjechał tam za chlebem, dzięki czemu zarówno on, jak i jego dzieci mają amerykańskie obywatelstwo. Zauważyliśmy zresztą, że w miasteczku pojawiło się dużo osób z brzmiącym amerykańsko angielskim, więc prawdopodobnie trafiliśmy na wielki zjazd rodzinny. Co nie dziwi, jako że w Dubie mieszka 20-30 osób i w zasadzie wszyscy się znają.

Kolejnego dnia pogoda nieco kaprysiła – co prawda na niebie nie pojawiła się nawet jedna chmurka, ale wiał strasznie porywisty wiatr, które zupełnie nie mógł się zdecydować, gdzie ma się skierować. W rezultacie prez moment robiłem za lokalną atrakcję turystyczną, goniąc po plaży za parasolem, który dość niefrasobliwie rozstawiliśmy. Słońce piekło nas potem bez żadnych osłon, w rezultacie wieczorem znów zaprzyjaźniliśmy się z Bepanthenem. Na koniec jeszcze szybka sesja na tle zachodzącego słońca i wcześnie spać, bo na kolejny dzień zaplanowaliśmy wycieczkę do Dubrownika.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s