Urlopu dzień 4 – w Chorwacji też czasami leje, a my kibicujemy Argentynie

Czwartego dnia beztroskiego wakacyjnego lenistwa obudziła nas ulewa. Taka prawdziwa. Przyzwyczajony do szumu fal nie zwróciłem na nią uwagi, dopiero dźwięk rozbijanej popielniczki na balkonie uświadomił mi, że coś jest nie tak. Pogoda zrobiła się taka, że dobrze wychowany Anglik powiedziałby „it’s raining cats and dogs”, slangowy Polak stwierdziłby, że „rzuca żabami”, ja natomiast miałem gdzieś konwenanse i po staropolsku wycedziłem przez zęby „kur..de, ale leje!”. Czytaj dalej

Reklamy