Urlopu dzień 3 – spacer w Trpanj, osiołki i owoce morza na kolację

Tym razem wstawało się nieco ciężej niż dnia poprzedniego – pewnie zemsta Dionizosa za picie mołdawskich trunków na chorwackiej ziemi. Żeby uzyskać świeżość potrzebną do zalegania cały dzień na plaży w bezruchu postanowiliśmy całą czwórką skoczyć do Trpanj. Na spacer, piwo i colę – ktoś musiał zachować trzeźwość w przypadku ataku szakali czy miejscowej policji. Tym razem zostawiliśmy samochód na prawdziwym parkingu i do „centrum” dostaliśmy się piechotą.

Centrum to taka nazwa na wyrost – poczta, bank, market i kilka straganów z pamiątkami (ale za to jakimi!;)), ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma, jak mawiają Rzymianie. Cyknęliśmy sobie kilka fotek na przybrzeżnej promenadzie (chociaż nawet skały pokazywały nam co myślą o turystach), z nieskrywaną przyjemnością popatrzyliśmy na złorzeczących Niemców, którzy spóźnili się na prom (swoją drogą widzieliście żeby ktoś spóźnił się na statek ??) i ostatecznie zalegliśmy w miłej knajpce przy zimnych trunkach. W międzyczasie usiłowałem z agencji (bez skojarzeń!) turystycznej wydobyć informacje na temat możliwości dostania się do Dubrownika. Prom (słucham?), katamaran (coś Pan, zgłupiał?) i wycieczka (nie robimy dla 2 osób) odpadły z miejsca. Miły pan zaproponował wypożyczenie samochodu (jakieś 60 Euro/dzień plus paliwo) lub taksówkę (150 Euro), wróciłem więc w spokoju dokończyć colę.

Po powrocie do Duby ponownie oddaliśmy się kąpielom słonecznym i wodnym, powoli przygotowując się do kulminacyjnego punktu dnia. Nie, tym razem nie był to grill, chociaż ponownie chodzi o jadło i napoje 🙂 Najpierw udaliśmy się do miejscowości Kuna Pelješka, aby w konobie (czyli tutejszej gospodzie) Antunović zamówić … kolację na następny wieczór. Przy okazji odwiedziliśmy przyklasztorną hodowlę osiołków, które niegdyś na swoich barkach dźwigały winogrona z plantacji po jednej stronie gór do winiarni po drugiej stronie, a teraz w zasadzie są bezrobotne. Chociaż jeśli dobrze zrozumiałem, ośle mleko jest naturalnym lekarstwem na choroby układu oddechowego (koklusz, astma, itp.), więc przydają się nie tylko do salami 😉

Kolejny przystanek zrobiliśmy w winiarni Matuško w miejscowości Potomje, żeby zakupić kilka butelek znakomitego wina Dingač robionego ze szczepu o nazwie Plavac Maly i zwiedzić przepastne piwnice ciągnące się pod ziemią. A potem przez wąski tunel wydostaliśmy się na wybrzeże i ujrzeliśmy widoki zapierające dech w piersiach. To właśnie w tym miejscu Robert Makłowicz mógłby zastygnąć na wieki, podziwiając niezmierzone piękno Adrii. Cytat zaczerpnąłem z 200 odcinka podróży kulinarnych pana Roberta, zatytułowanych Rajski smak. Tam też można zobaczyć i wspomnianą konobę Antunović i winiarnię Matuško.

Ale dość oglądania widoków, skoro w brzuchach burczy. Po kilku(nastu) minutach na krętych, wąskich dróżkach zjeżdżamy do miejscowości Borak i uderzamy do klimatycznej konoby Dalmatińska Kuća. Tutaj oddajemy się prawdziwej kulinarnej rozpuście – na przystawkę pochłaniamy słone, smażone rybki zwane gavuni, a jako główne dania pojawiają się muszle, sałatka z ośmiornicy, smażona dorada i kalmary. Wszystko świeże, pachnące i wprost rozpływające się w ustach. A że rybka lubi pływać, nie zapominamy również o lokalnym winie, zarówno białym i czerwonym.

Droga powrotna to można już powiedzieć standard. Kilka szakali oraz po raz kolejny ogromne latające coś, co chciało porwać nasz samochód. Na szczęście głos, który wydobył się w tym momencie z kobiecej piersi wewnątrz auta wystraszył zarówno szakale jak i ptaszydło. Wadą tego rozwiązania było ogłuszenie całej wycieczki i śmiertelne przerażenie kierowcy 🙂

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Urlopu dzień 3 – spacer w Trpanj, osiołki i owoce morza na kolację

  1. opadniętą z wrażenia szczękę podniosłem…za potworka wbiję szpilkę…:)..nazwa wina pochodzi od regionów w których jest uprawiane-Dingac,Postup-a szczep nosi nazwę: Plavac Mali ( Błękitny Maluch).
    Sałatki z ośmiornicy(zazwyczaj na zimno) nie polecam….a ovo cudo na fotce to :Hobotnica a’la Braenovic…sama rozkosz na podniebieniu. Afrodyzjak stuprocentowy…

  2. Pingback: Urlopu dzień 10 – dmuchamy potwora i wciągamy owoce morza | Rondzio

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s