Urlopu dzień 2 – zakupy, kajak i grill dla odmiany

Następnego dnia znowu obudził nas deszcz, tfu, szum fal. Byłem pewien, że srogo zapłacę za procentowe szaleństwa wieczorku zapoznawczego, lecz bardzo sympatycznie się rozczarowałem – wiadomo, świeże powietrze to i syndrom dnia poprzedniego nie dokucza. Po śniadaniu zaczęliśmy przygotowywać się do wyprawy na zakupy. Tak, tak, wyprawy, bo naprawdę byliśmy na prawdziwym zadupbiu. Co prawda nasz „właściciel” wspominał, że w wiosce codziennie o 7 rano pojawia się obwoźny handlarz pieczywem i nabiałem, ale kto by się zrywał w środku nocy żeby kupić bułki.

To jest główne skrzyżowanie w Dubie. Serio.

To jest główne skrzyżowanie w Dubie. Serio.

Do najbliższego miasteczka mieliśmy około 14 km, co Hołek ocenił na 25 minut jazdy. Wspominając nasz nocny przyjazd i tak wydał mi się bardzo wyrozumiały. Zapakowaliśmy się więc do auta i ruszyliśmy w kierunku Trpanj. Władowaliśmy się do samego centrum miasteczka i dość niefortunnie wybraliśmy miejsce parkingowe – okazało się, że zajęliśmy miejsce jakiegoś autochtona, który jednak wykazał się wyrozumiałością i nie kazał nam po prostu, powiedzmy, iść pobiegać, ale grzecznie poczekał, aż odjedziemy.

Po powrocie czekała nas miła niespodzianka, ponownie ze strony WspółUrlopowiczów. Zaproponowali nam bowiem wycieczkę na pobliską, dziką plażę, w opcji pieszo-kajak. W jedną stronę załapałem się na podróż drogą wodną, podczas gdy kobiety przedzierały się lądem przez chaszcze. Ponieważ nie wzięliśmy ze sobą maczet, dotarcie na plażę zajęło nam w sumie ok. 40 minut ale było warto. Dość powiedzieć, że podwoiliśmy ilość osób obecnych na niej i zwiększyliśmy także odsetek „tekstylnych” 🙂

Oprócz tradycyjnych kamieni, pięknych widoków i cudownej wody, plaża zwana przez miejscowych Jezero oferuje właśnie jezioro, od którego zyskała miano. Chociaż jezioro to może zbyt dużo powiedziane – wygląda to raczej na borowinkowe bagienko zasilane wodami podziemnymi. Podobno te borowinki mają cudowną moc – leczą podagrę, kaca, reumatyzm i podają zwycięskie numery w Lotto, ja jednak nie byłem do nich przekonany. Co innego WspółUrlopowicz – wytaplał się w nich aż miło, a moment gdy zmierzał do morza aby dokonać obmycia został uwieczniony na poniższym zdjęciu znanym wśród koneserów jako Potwór z bagien.

WP_20140623_013

Po przyjęciu odpowiedniej dawki słoneczka, zebraliśmy się do domu przygotować re-grilla. Tym razem przyszło mi wystąpić w roli przecierającego szlak. Nieco obawiałem się węży, które podobno występują tam w sporych ilościach, uważnie więc ich wypatrywałem za każdym kamieniem. Okazało się to zupełnie niepotrzebne, bo te skubańce (czy tam poskoki) lubią sobie zwisać z drzew, o czym dowiedziałem się później. A grill jak to grill – nie mógł się nie udać 🙂 W roli głównej wystąpił kurczak (bigos i fasolka przelatywały przez ruszt), a jako tzw. forszpajzy zapodaliśmy pieczonego bakłażana i cukinie podlane oliwą czosnkową. Całości dopełniało schłodzone białe wino, przy czym dość długo udawało mi się zasłaniać jego etykietę. Niestety w końcu i tak wydało się, że pochodzi z Mołdawi …

A spać poszliśmy przy dźwiękach szakali. Normalka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s