Urlopu dzień 2 – zakupy, kajak i grill dla odmiany

Następnego dnia znowu obudził nas deszcz, tfu, szum fal. Byłem pewien, że srogo zapłacę za procentowe szaleństwa wieczorku zapoznawczego, lecz bardzo sympatycznie się rozczarowałem – wiadomo, świeże powietrze to i syndrom dnia poprzedniego nie dokucza. Po śniadaniu zaczęliśmy przygotowywać się do wyprawy na zakupy. Tak, tak, wyprawy, bo naprawdę byliśmy na prawdziwym zadupbiu. Co prawda nasz „właściciel” wspominał, że w wiosce codziennie o 7 rano pojawia się obwoźny handlarz pieczywem i nabiałem, ale kto by się zrywał w środku nocy żeby kupić bułki. Czytaj dalej

Reklamy