Tydzień mistrzostw za nami – coraz więcej niespodzianek

Siódmy dzień Mistrzostw Świata w Piłce nożnej przyniósł kilka niespodzianek. Udowodnił m.in., że król jest nagi oraz że powiedzenie o niedzieleniu skóry na niedźwiedziu jest cały czas aktualne. Zobaczyliśmy też waleczność graczy z Antypodów, którzy pokazali, że grać i wierzyć w zwycięstwo należy do końca.

W pierwszym środowym meczu mieliśmy możliwość sprawdzić, czy wysoka wygrana Holandii z Hiszpanią była rezultatem formy Holendrów czy też beznadziejnej postawy Hiszpanów. I wygląda na to, że bliżej prawdy jest ten drugi powód. Co prawda spotkanie rozpoczęło się po ich myśli, gdy do bramki w 20 minucie trafił niezawodny na tym turnieju Arjen Robben, ale chwilę później zimny prysznic sprawił Holendrom Tim Cahill strzelając przepiękną bramkę z volleya. Remisowy wynik utrzymał się do 54 minuty, kiedy to po raz kolejny bramkę zdobyli … Australijczycy (karnego wykorzystał Mile Jedinak)! To podziałało na Holendrów jak płachta na byka – Oranje jeszcze dwukrotnie pokonywali bramkarza Australii – van Persie w 58 i Depay w 68 minucie. Mimo przegranej Australia pokazało olbrzymie serce do gry – szkoda, że odpadli już z turnieju.

W drugim meczu tego dnia Hiszpania zmierzyła się z Chile. Królujący jeszcze mistrzowie świata musieli wygrać aby myśleć o możliwości wyjścia z grupy. Musieli też wygrać, aby zmyć blamaż po przegranej z Holandią 1:5. Jednak już od początku było widać, że to nie jest ta Hiszpania, którą oklaskiwaliśmy podczas poprzednich wielkich piłkarskich imprez. Marzenia o obronie tytułu podkopane zostały w 20 minucie, kiedy to Casillasa pokonał Vargas. Przysłowiowy gwóźdź do trumny wbił Hiszpanom Aranguiz, po którego strzale w 43 minucie Casillas skapitulował ponownie. I w ten sposób rozwiał się piękny sen Hiszpanii, a tiki taka została dokumentnie stłamszona. Ciężko w to uwierzyć, ale drużyna La Roja wraca do domu odpadając już w fazie grupowej, nie wygrywając ani jednego meczu.

Ostatni wczorajszy mecz to rehabilitacja Chorwatów za przegraną z Brazylią podczas inauguracji mundialu. Zarówno oni, jak i ich przeciwnicy, Kameruńczycy, musieli wygrać to spotkanie aby zachować szanse na wyjście z grupy. Kamerun wystąpił bez swojej największej gwiazdy, Samuela Eto’o, ale to chyba nie był powód, dla którego wyszli na boisko zupełnie zdemotywowani. Fakt ten wykorzystał w 11 minucie Iviva Olic, dając prowadzenie Chorwacji. Kamerun z minuty na minutę grał coraz gorzej, a od 40 minuty gdy czerwoną kartkę zobaczył Song, także w osłabieniu. W drugiej połowie agresywni Chorwaci „rozstrzelali” się dorzucając jeszcze 3 bramki i wyrzucając Kamerun z turnieju. A my zapamiętamy Kameruńczyków nie za sportową walkę ale przede wszystkim za kłótnie o premie za występ na mundialu oraz brak zgrania drużyny, targanej wewnętrznymi konfliktami.

Dzisiaj natomiast największe emocje powinno przynieść starcie Urugwaju z Anglią – kto przegra, ten żegna się z turniejem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s