Nokia Lumia 520 – moja miłość

Moja wysłużona Nokia E51 zaczęła coraz częściej odmawiać posłuszeństwa. Aparat fotograficzny odszedł w niebyt już dawno, część przycisków przestała reagować i nawet ładowarka nie chciała już mieć z telefonem nic do czynienia. Poza tym, zaczął mi doskwierać brak udostępniania Internetu przez telefon. Padł więc pomysł – szukam nowej słuchawki.

IMAG1061

Nowy telefon musiał mieć możliwość udostępniania Internetu, trzymać długo na baterii, nie mieć Androida (nie to, że nie lubię, po prostu mam drugi telefon z tym systemem), jako tako wyglądać, żeby nie było wstyd wyjść na miasto no i nie zrujnować mi kieszeni. Z systemem poszło łatwo, bo w zasadzie wyboru nie było – Windows Phone. Chwilę zastanawiałem się nad producentem, ale w końcu sentyment do Nokii przeważył (w zasadzie tylko raz „zdradziłem” tę firmę, z HTC). I tak stałem się posiadaczem Lumii 520. I dodać muszę, że bardzo szczęśliwym posiadaczem. Ale po kolei.

  • Udostępnianie Internetu – obecne, sprawdzone, śmiga aż miło.
  • Na baterii przy umiarkowanym użytkowaniu trzyma, powiedzmy, długo. Wiem, że 3-4 dni to nie jest żaden wyczyn, ale tyle samo oferowała moja E51. A w porównaniu z Desire HD, który tylko „leżąc” już na drugi dzień potrafi sygnalizować niski stan baterii – wygrywa w cuglach.
  • Windows Phone – przyznam, że system jest bardzo sympatyczny. Może mniej intuicyjny od Androida, ale jak to mawiają – daje radę. Domyślnie zainstalowana jest wersja 8.0 ale kilka sztuczek pozwala pobrać 8.1, dodającą m.in. tak brakujące centrum powiadomień wysuwane z górnej belki. Do kafelków można przyzwyczaić się bardzo szybko – po pewnym czasie przychodzi nawet zastanowienie, jak można się było obywać bez nich.
  • Wygląd – zakochałem się od pierwszego wrażenia. Jednolita bryła, z mocno zarysowanymi rogami, doskonale leżąca w dłoni. Zupełnie nie rozumiem, czemu Nokia nie zrobiła wszystkich Lumii w tym samym stylu. Przykładowo modele 620 czy 630 są po prostu paskudne, nie mówiąc już o seriach *10, które spokojnie mogą straszyć po nocach.
  • Cena – nówkę sztukę nieśmiganą można dostać już od 399 zł, natomiast używane (ale działające) modele dostępne są nawet za 1/3 tej ceny.

Przy okazji zabawy z 520ką znalazłem jeszcze kilka jej zalet. GPS łapie niesamowicie szybko – dosłownie kilka metrów po wyjściu z budynku Endomondo meldowało mi gotowość do współpracy. Po drugie – Nokia MixRadio, usługa pozwalająca na stworzenie play listy przykładowo z utworów zbliżonych stylem do ulubionego wykonawcy. Niby nic specjalnego, ale taką listę można zapisać aby odtwarzać później offline. Oczywiście za darmo, chociaż z pewnymi ograniczeniami przy przewijaniu utworów. Mamy też bardzo fajne mapy (również offline) z nawigacją, przycisk fizyczny aparatu (wybudzający go nawet podczas blokady) i rozbudowane oprogramowanie do poprawiania zrobionych zdjęć. Całkiem nieźle jak na telefon budżetowy, prawda?

A propos aparatu – całkiem nieźle daje sobie radę zarówno z martwą jak i bardzo żywą naturą 😉

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Nokia Lumia 520 – moja miłość

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s