Urlopu dzień 9 – wizytujemy Dubrownik

Według wszelkich znaków na niebie i ziemi tego dnia pogoda miała się zepsuć, co też zrobiła. Na szczęście byliśmy przygotowani na tę ewentualność i już wcześniej zaplanowaliśmy wycieczkę do Dubrownika. Trochę się stresowałem, bo co innego gnać autostradą, a co innego jechać „zakręconą” Magistralą Jadrańską, ale dałem radę. Zgaśnięcie silnika na środku skrzyżowania czy wjechanie za innym autem w ślepą uliczkę (Co się pan tak gwałtownie zatrzymuje?! Bo to mój garaż …) potraktujmy jako nieznaczące incydenty 😉 Czytaj dalej

Reklamy

Urlopu dzień 7 i 8 – błogie lenistwo i polowanie na skarby

Po dość intensywnie spędzonym czasie nadeszły dwa dni błogiego spokoju. Burza, chmury i deszcz zawstydziły się, że robią nam takie numery podczas urlopu i ustąpiły miejsca przepięknej pogodzie. Na tyle przepiękne, że mimo dobrego już podkładu opalenizny wieczorem w ruch szedł Bepanthen i zimne prysznice. Czytaj dalej

Urlopu dzień 6 – bliskie spotkanie ze Św. Eliaszem

Czwarta nad ranem, może sen przyjdzie … nie, kurnia, nie przyjdzie bo za 15 minut zadzwoni budzik! Wakacje, urlop, czas lenistwa a ja wstaję o 4:15!! Do tej pory nie mogę pojąć co mnie podkusiło aby ochoczo zgłosić się na ochotnika na wyprawę w góry urządzaną przez WspółUrlopowiczów. A dokładnie na jedną górę – Sv. Ilija, 961 metrów nad poziom morza. Mam takie przebłyski, że było to podczas jednego z szakalowych wieczorów – „coooo, ja nie wejdę??”. No więc słowo się rzekło i idę. Czytaj dalej

Urlopu dzień 5 – Korcula i konoba Antunovic czyli znowu jemy i pijemy

Pogoda wydawała się łaskawsza niż dnia poprzedniego, ale nie na tyle łaskawa, żeby można było pogłębiać opaleniznę. Zdecydowaliśmy się więc wykorzystać tę nieco gorszą aurę na zwiedzenie Korčuli. Ponownie udaliśmy się do Orebiča, skąd po 20 minutach dotarliśmy taksówką wodną do rodzinnego miasta Marco Polo (jak głosi legenda, chociaż prawa do urodzin tego sławnego podróżnika rości sobie również Wenecja). Jeśli pojawicie się w tamtej okolicy to gorąco namawiam do zwiedzenia starego miasta bo jest po prostu przepiękne – nie na darmo Korčulę zwą Małym Dubrownikiem. Czytaj dalej

Urlopu dzień 4 – w Chorwacji też czasami leje, a my kibicujemy Argentynie

Czwartego dnia beztroskiego wakacyjnego lenistwa obudziła nas ulewa. Taka prawdziwa. Przyzwyczajony do szumu fal nie zwróciłem na nią uwagi, dopiero dźwięk rozbijanej popielniczki na balkonie uświadomił mi, że coś jest nie tak. Pogoda zrobiła się taka, że dobrze wychowany Anglik powiedziałby „it’s raining cats and dogs”, slangowy Polak stwierdziłby, że „rzuca żabami”, ja natomiast miałem gdzieś konwenanse i po staropolsku wycedziłem przez zęby „kur..de, ale leje!”. Czytaj dalej

Urlopu dzień 3 – spacer w Trpanj, osiołki i owoce morza na kolację

Tym razem wstawało się nieco ciężej niż dnia poprzedniego – pewnie zemsta Dionizosa za picie mołdawskich trunków na chorwackiej ziemi. Żeby uzyskać świeżość potrzebną do zalegania cały dzień na plaży w bezruchu postanowiliśmy całą czwórką skoczyć do Trpanj. Na spacer, piwo i colę – ktoś musiał zachować trzeźwość w przypadku ataku szakali czy miejscowej policji. Tym razem zostawiliśmy samochód na prawdziwym parkingu i do „centrum” dostaliśmy się piechotą. Czytaj dalej

Urlopu dzień 2 – zakupy, kajak i grill dla odmiany

Następnego dnia znowu obudził nas deszcz, tfu, szum fal. Byłem pewien, że srogo zapłacę za procentowe szaleństwa wieczorku zapoznawczego, lecz bardzo sympatycznie się rozczarowałem – wiadomo, świeże powietrze to i syndrom dnia poprzedniego nie dokucza. Po śniadaniu zaczęliśmy przygotowywać się do wyprawy na zakupy. Tak, tak, wyprawy, bo naprawdę byliśmy na prawdziwym zadupbiu. Co prawda nasz „właściciel” wspominał, że w wiosce codziennie o 7 rano pojawia się obwoźny handlarz pieczywem i nabiałem, ale kto by się zrywał w środku nocy żeby kupić bułki. Czytaj dalej