Najazd nerdów na Wiedeń czyli turniej Magic The Gathering okiem n00ba

Dwa tygodnie temu odbyła się w Wiedniu impreza zatytułowana „Magic The Gathering Grand Prix Vienna”, na którą przybyło ponad 1400 fanów tej karcianki, spopularyzowanej przez Wizards of the Coast. Jeśli nie macie pojęcia o co chodzi – nie przejmujcie się i witajcie w klubie – gdyby nie fakt, że brał w niej udział mój znajomy, Buja, sam nie miałbym pojęcia, że coś takiego ma miejsce (szczerze powiedziawszy do ostatniej chwili miałem nadzieję myślałem, że przyjechał na targi erotyczne, które odbywały się w tym samym terminie). Ale dzięki temu mogę śmiało powiedzieć, że i ja tam byłem, miód i wino piłem i fotki robiłem (z tym winem i miodem to ściema taka – Buja przywiózł południowoafrykańskie brandy jako wkupne, więc oglądając turniej posiłkowałem się zimną Colą i Red Bullem).

Sama impreza dla osoby z zewnątrz wygląda jak zebranie bohaterów Big Bang Theory razy tysiąc. Wszędzie widać osobników (i sporadycznie osobniczki) z dziwnymi taliami kart, mówiących dziwne rzeczy i wykonujących dziwne czynności. Buja dzielnie starał się wprowadzać mnie przynajmniej w podstawy Magica, dzięki czemu ostatniego dnia turnieju mniej więcej orientowałem się w tym, co dzieje się podczas rozgrywki i przestałem się dopytywać, kto w końcu wygrał. Co więcej, nawet kibicowanie stało się bardziej pasjonujące.

Podczas turnieju moją uwagę zwróciły trzy rzeczy. Po pierwsze – przekrój wiekowy. Według informacji zamieszczonych na stronie turnieju, w rozgrywkach może brać udział każdy, niezależnie od ilości przeżytych wiosen. I faktycznie, na sali widziałem kilku nieletnich, grających pod opieką np. mamy, jak też zaawansowanych wiekiem graczy (jeden wyglądał jak wypisz wymaluj Gandalf). Po drugie – Magic The Gathering to nie jest po prostu karcianka, gdzie rzucasz losowe karty mając nadzieję na wygraną – tu trzeba mocno kombinować i starać się przewidzieć ruchy przeciwnika – coś jak w szachach tylko szybciej. I po trzecie – ale można na tym kasy zarobić 🙂 Oczywiście mówię o firmach zewnętrznych, obecnych na turnieju. A zaopatrzyć się u nich można było dosłownie we wszystko potrzebne (i nie) do rozgrywek w Magic The Gathering. Koszulki na karty, pudełka na karty, podkładki na stół i wreszcie same karty – do wyboru do koloru. Bardzo podobał mi się motyw specjalnie malowanych kart (tzw. alternacji) – szczególnie do gustu przypadły mi wersje mangowe oraz karta zatytułowana Silence z namalowanym Ahmedem i jego ulubioną frazą „I kill you!”.

Podsumowując – turniej Magic The Gathering okiem obserwatora, niemającego w zasadzie żadnego pojęcia na temat zasad rozgrywki, i tak jest ciekawym hmmm przeżyciem. Na tyle, że zakupiłem sobie elektroniczną wersję gry, Magic 2014, i przez kilka dni rozbijałem komputerowych przeciwników w puch, aż trafiłem na takiego, który rozwala mnie w kilku turach za każdym podejściem. Chyba muszę więcej trenować. Fajnie było również przy szklaneczce brandy podyskutować na tematy niezwiązane z MTG – Buja udziela się również na portalu niezgrani.pl i administruje stroną Ptaki Afryki – naprawdę genialne zdjęcia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s