Idą, idą Święta …

Mniej więcej w połowie października dostałem maila z promocjami od jednego ze sklepów wysyłkowych, zatytułowanego … „Christmas is coming!”. No cóż, komercjalizacja Świąt Bożego Narodzenia postępuje w tempie zastraszającym, tylko czekać kiedy w marketach zabrzmią „Jingle bells” czy inne „Last Chrismasy”. Jednak jest pewien przedświąteczny zwyczaj, na który czekam co roku z niecierpliwością – wiedeńskie jarmarki, Christkindlmärkte.

Jak podaje Wikipedia, pierwszy jarmark bożonarodzeniowy pojawił się w Wiedniu 1294 roku. Mimo kilku lat na karku, aż tak daleko pamięcią nie sięgam, ale wydaje mi się, że ogólny klimat tego wydarzenia został zachowany. W wyznaczonych miejscach miasta już na początku listopada stawiane są stragany, na których można zakupić mniej lub bardziej szkaradne ozdoby i pamiątki, aczkolwiek trafiają się tu również prawdziwe perełki rękodzieła. Oczywiście nie może zabraknąć lokalnych specjałów kulinarnych, a także grzanego wina i przeróżnych wariacji ponczu. I nie oszukujmy się – to właśnie napoje wyskokowe są głównym motorem napędzającym odwiedziny na jarmarkach.

W tym roku „zaliczyłem” już Wiener Christkindlmarkt am Rathausplatz, Weihnachtsdorf im Alten AKH, Adventmarkt Am Hof oraz Winter im MQ. Pierwszy z nich jest chyba najbardziej reprezentacyjny – to jarmark pod Ratuszem, którego symbolem jest ogromna choinka. W tym roku 30 metrowe, 100 letnie drzewko przyjechało ze styryjskiego miasteczka Bruck an der Mur. Jedną z atrakcji obecnych na jarmarku są też domki, w których dzieci mogą napisać i wysłać list do Świętego Mikołaja.

Bożonarodzeniowa „wioska” w Altes AKH wieczorami pełna jest studentów – i nic dziwnego, ponieważ zlokalizowana została na dziedzińcu kampusu Uniwersytetu Wiedeńskiego. Dużym plusem jest mniejsza ilość turystów niż przykładowo pod ratuszem oraz znakomite, niezbyt słodkie poncze, m.in. marcepanowy z dużymi kawałkami marcepana, czekoladowo – kasztanowy oraz o smaku tortu szwarcwaldzkiego. I genialne pieczone ziemniaki 🙂 I mają najfajniejsze kubki 🙂

Museumsquartier przygotowało dość nietypową odsłonę jarmarku – zamiast drewnianych straganów mamy tu białe „pawilony” przypominające pomieszczenia mieszkalne na stacjach arktycznych, a w środku wyścielane „miśkiem” siedziska (inne jarmarki nie oferują miejsc siedzących). To doskonałe miejsce, żeby przyjść i porozmawiać ze znajomymi przy kubku czegoś mocniejszego i cieplejszego oraz posłuchać muzyki niekoniecznie kojarzącej się z kolędami.

I na koniec Adventmarkt Am Hof, od którego w zasadzie rozpocząłem swoją tegoroczną przygodę z jarmarkami świątecznymi (jest otwierany najwcześniej). W zeszłym roku trafiliśmy tu na przemiłego pana, który gdy dowiedział się, że jesteśmy z Polski, polewał nam podwójne porcje rumu 🙂 W tym roku również go odnaleźliśmy i też nas nie zawiódł.
– Co podać?
– A co może nam Pan polecić?
– Inny lokal 🙂
A dodatkowo wymienił nam kubek na nowy i ładnie go zapakował (każdy z jarmarków ma swoje oficjalne kubki do napojów, za które płaci się kaucję zwrotną. Jeśli macie jednak ochotę, możecie zabrać je ze sobą do domu).

Jeśli nie zdecydowaliście jeszcze, gdzie wybrać się na przedświąteczne odwiedziny, polecam Wiedeń i jego jarmarki. Z pewnością nie pożałujecie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s