Chędożenie na goło i wesoło, odcinek 1683

– Bacz dziewka gdzie kufry stawiasz! – basowy głos woźnicy wyrwał Justysię z marzeń – bo po palcach przejadę i kopciuszkowy pantofelek na nogę nie wejdzie! – zarechotał mężczyzna i pogonił konie. Justysia szczelniej otuliła się chustą i cofnęła z drogi, ciągnąc z wysiłkiem cały swój dobytek. Nagle zza rogu wypadła czerwona kolaska. Justysia zamknęła oczy szykując się na najgorsze, gdy usłyszała:

– Justyś, niebożątko, alem kontenta, że cię widzę!

Kolaską powoziła Marcelina, która z Justysią dzieckiem jeszcze będąc bawiła się na podwórzu. Dorastając, razem pasały świnie i gęsi, chadzały nad rzeczkę żeby tam rodzicielom w praniu ulżyć, a w soboty bawiły się do utraty tchu z okolicznymi chłopakami. Ale to było dawno temu, zanim Marcelinę oddano do posług wielkiemu panu. Jak gadały kumy, sprawiała się tak dobrze, że dostała własną izbę do pomieszkiwania. Tej światowości zazdrościła jej Justysia, i gdy tylko nadarzyła się sytuacja, uciekła spod twardej ręki ojca, by zasmakować wielkiego świata.

– Wsiadaj i opowiadaj – trajkotała Marcelina – co tam u rodzicieli? Zdrowi? A ten, jak mu tam było, Antoni – puścił cię tak samą? Nie zatrzymywał raptem? Zbrzuchacić nie chciał? – zaśmiała się z własnego dowcipu.

– Matka i ojciec cali i zdrowi, a o Antonim szkoda gadać – Justysi ścisnęło się gardło na wspomnienie rodzinnej wsi, ale już po chwili zapomniała o przeszłości i siedziała z otwartymi ustami wlepiając oczy we wszystkie okoliczne bogactwa.

– O mamusiu, jak tu pięknie … i prawie wszystkie domy okna mają … i strzechy – nie mogła nadziwić się dziewczyna.

– A jakże, podchwyciła Marcelina. – Bździchowo to nie byle co, to nie wiocha zabita deskami. Tutaj się pełną piersią żyje, tutaj jest więcej potencjałów. Ale sama to wszystko na własne oczy zobaczysz. Tylko do mojej chałupy zajedziemy. Justysia ponownie przymknęła oczy, w wyobraźni mając się już za co najmniej służkę w pańskim domu.

Izba Marceliny zapierała dech w piersiach. Na głównej ścianie wisiał kilim, co prawda obżarty przez kozy, ale widać było, że jego twórca nie oszczędzał na kolorach. Dwa nieduże okna pyszniły się świeżymi błonami wieprzowymi, przez co w izbie panował miły półmrok. Ogromny piec jednocześnie ogrzewał izbę, jak i służył za posłanie.

– Piwa się dziewczyno napijesz? – do uszu Justysi dotarły słowa Marceliny.

– Ale ja nigdy jeszcze piwa nie piłam – odparła – ojciec nie dawali.

– A u mnie się tak pija – Marcelina odsłoniła w uśmiechu zęby, przy których kowal musiał już nieco pracować. I ty się dziewczyno musisz tego nauczyć. – A może byś coś zjadła? – zapytała – ziemniaka, rzepę może?

Justysi zakręciło się w głowie od tych wszystkich bogactw – poczuła się jak w niebie.

W następnym odcinku: czy Justysia zostanie twarzą onuc?

Inspiracja: oczywiście Miłość na bogato 🙂
Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Chędożenie na goło i wesoło, odcinek 1683

  1. Pingback: Moje 10 grzechów głównych języka polskiego | Rondzio

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s