RPG – dobry balans robi różnicę

Jednym z największych wyzwań, przed którymi stają twórcy gier RPG, jest takie zbalansowanie rozgrywki, aby z jednej strony nie frustrowała gracza wysoko zawieszoną poprzeczką, a z drugiej nie była zbyt łatwa. I często, gęsto problem ten po prostu ich przerasta.

Postapokaliptyczny Rondzio może nie robi wrażenia, ale takie Super Mutanty to mu mogą skoczyć ;)

Postapokaliptyczny Rondzio może nie robi wielkiego wrażenia, ale takie Super Mutanty to mu mogą skoczyć 😉

Fani gier fabularnych kochają wszelkiego rodzaju cyferki, statystyki, współczynniki itp., itd. Nie ma nic piękniejszego od informacji o zdobyciu kolejnego poziomu doświadczenia czy znalezieniu lepszej broni/zbroi. Przychodzi jednak taki moment kiedy nasz bohater staje się prawdziwym badassem, który najgroźniejsze obrażenia odbiera jako ugryzienia komara, a wrogów kładzie jedną ręką, w przerwach między przeliczaniem gotówki niemieszczącej się już w wirtualnym portfelu a przedzieraniem się przez tony ekwipunku.

2013-08-09_00004

No i co ja mogę więcej zrobić, gdy już nabiłem wszystkie możliwe statystyki? 😦

Takiego właśnie „typka” posiadam obecnie w Fallout 3 i przyznam się, że męczę się z nim straszliwie. No bo co to za przyjemność z gry, gdy nie trzeba kombinować, jaką umiejętność ulepszyć czy jakiego perka wybrać? Co to za przyjemność, gdy po jednym strzale ze snajperki przeciwnik rozpada się dosłownie na strzępy, jakby rozjechał go co najmniej czołg? Teoretycznie powinienem dać sobie już spokój, ale na mapie mam mniej więcej 25% nieodkrytych lokacji, więc co kilka dni wracam do tego post-apokaliptycznego świata żeby zobaczyć czy przypadkiem nie ominąłem czegoś ważnego.

A to śni mi się po nocach - zabity przez szczury ...

A to śni mi się po nocach – zabity przez szczury …

Na przeciwnym końcu stoi cherlak, jakim przeważnie zaczynamy przygodę. W tym wypadku frustracja przychodzi najczęściej w powodu częstych zgonów. Paradoksalnie wadą otwartych światów jest możliwość eksploracji dowolnej lokacji. A twórcy przecież nie umieszczą tam tabliczki: Hej, jesteś za słaby na tutejszych przeciwników – gracz przekona się o tym dopiero, gdy natknie się na pierwszego z nich. I to w bardzo bolesny sposób.

Co ciekawe, oba opisane wyżej przypadki nie są tylko i wyłącznie bolączką komputerowych gier RPG. Również ich papierowi protoplaści cierpią na tę przypadłość. Pamiętam, gdy za studenckich czasów dołączyłem do grona rolplejowców, wcielając się w druida w Kryształach Czasu. Problem w tym, że ja byłem „mięsem armatnim”, a koledzy grający dłużej – badassami. Podczas gdy ja ginąłem w zasadzie na początku pierwszego lepszego starcia, oni walczyli dalej.

Lepiej poszło mi z Warhammerem, ponieważ tam wszyscy zaczynaliśmy od zera. Niestety, lepiej nie znaczy dobrze. Nie dane było dojść mi do „bohatera”, ponieważ mój krasnolud, wojownik swoją drogą, miał pecha podczas losowania atrybutów. Dość powiedzieć, że nie miał siły aby jednocześnie nosić tarczę i miecz 🙂 Najlepszy start odnotowałem w Cyberpunku 2020, niestety po kilku sesjach moja postać stała się badassem i dalsza gra w zasadzie nie miała sensu.

Opisane problemy można oczywiście próbować rozwiązać tzw. skalowaniem poziomu trudności, ale jak wiemy z niesławnego przypadku Obliviona, nie zawsze wychodzi to na zdrowie. Nie każdy może czerpać zadowolenie z faktu, że szczury, które na początku zabijał zwykłą pałką, teraz ledwo zwracają uwagę na dwuręczny miecz, a jednym ugryzieniem potrafią uszczuplić życie o połowę.

Dobry balans robi różnicę, a ja czekam na grę przy, której nie będę się ani nudził ani frustrował.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s