Dziedzictwo Bourne’a – nawet koło Bourne’a nie leżało …

Korzystając z kilku chwil wolnego czasu, postanowiłem nieco nadrobić zaległości filmowe. Wybór padł na Dziedzictwo Bourne’a (The Bourne Legacy) i muszę przyznać, że jeszcze nigdy 2 godziny nie dłużyły mi się tak, jak podczas tego seansu. A przecież obsada, w której główne skrzypce grają Edward Norton, Rachel Weisz czy Jeremy Renner (filmy z jego udziałem od momentu występu w S.W.A.T. automatycznie dopisują się do moich obowiązkowych „must watch”) powinna gwarantować co najmniej niezłe kino.

Zacznijmy może od tego, że jestem ogromnym fanem cyklu przygód Jasona Bourne’a, zapoczątkowanego przez Roberta Ludluma w 1980 roku. Jak dziś pamiętam dzień, w którym kupiłem Tożsamość Bourne’a wypuszczoną na polski rynek przez wydawnictwo Amber. I to wrażenie, jakie wywołała okładka z tłoczoną, czerwoną literą A – no po prostu wiało Zachodem. Moją miłość do tej książki lepiej może ukazać fakt, że kupiłem jej drugi egzemplarz, po tym jak pierwszy padł śmiercią naturalną od zbyt częstego wertowania.

Potem przyszedł czas na kolejne części oraz filmowe adaptacje. Pierwsza z nich, w której w rolę Bourne’a wcielał się Richard Chamberlain, niezbyt przypadła mi do gustu. Może dlatego, że za każdym razem gdy widziałem go na ekranie przed oczami stawał mi Shogun. W każdym bądź razie większe wrażenie jako Jason Bourne zrobił na mnie Matt Damon. Od ostatniego filmu z jego udziałem w roli tajnego agenta CIA minęło już sporo czasu, tym bardziej więc byłem ciekaw co tym razem przygotowano dla jego fanów. Co prawda wiedziałem, że Damon zrezygnował z udziału w filmie, jednak miałem nadzieję, że przynajmniej opowiedziana w nim historia będzie niebanalnym szpiegowskim thrillerem. O, jakże się zawiodłem. Uwaga – będą spoilery.

Po pierwsze, film zupełnie nie nawiązuje do powieści pod tym samym tytułem, napisanej przez Erica Van Lustbadera. Po drugie, Bourne pojawia się w nim chyba maksymalnie 3 razy, ale tylko i wyłącznie … z nazwiska. Sztuczka z umieszczeniem w obsadzie aktorów, którzy grali w poprzednich produkcjach z Bournem w roli głównej (Joan Allen i Dawid Strathairn), jest kiepskim usprawiedliwieniem dla zatytułowania go tak, a nie inaczej (Joan Allen pojawia się chyba tylko na 2 minuty – jakaś kpina). Po trzecie, gdyby ze scenariusza usunąć zupełnie wątki „Bournowskie”, film nie straciłby zupełnie nic – no, może dużą część widzów, którzy poszli do kin zwabieni tylko i wyłącznie tytułem.

Sama fabuła to porażka. W pewnym momencie starałem się na film patrzeć nie pod kątem kolejnej produkcji kontynuującej wątki zapoczątkowane w powieściach Ludluma, ale jako na thriller szpiegowski, który z definicji powinien trzymać w napięciu. Niestety, i takie potraktowanie Dziedzictwa Bourne’a nie zapunktowało – z ekranu po prostu wieje nudą, a scenariusz razi błędami i niedopowiedzeniami.

Skąd agent, podobno nawet dobry, wie, gdzie mieszka lekarka, którą na przestrzeni kilku ostatnich lat widział tylko kilka razy? Przypomnijmy, że agent jest do odstrzału, więc ma ograniczone pole manewru w zdobywaniu informacji. Lekarka nie wie jak agent ma na imię, zna go jedynie jako Numer 5, co nie przeszkadza jej po chwili zwracać się do niego per Aaron. Tajne badania na lekach i wirusach prowadzone są w USA, jednak pigułki, których Aaron potrzebuje wytwarzane są … na Filipinach. Czy człowiek, który ma w plecaku 40 tysięcy USD kradnie złoty zegarek z ręki obezwładnionego strażnika (CIA dziwnie szkoli swych agentów)? I ostatni kwiatek – tropem Aarona rusza LARX-03, super-żołnierz stworzony w ramach programu LARX. Aaron jest uczestnikiem programu Outcome, więc w jaki do licha sposób go rozpoznaje???

Leżących się nie kopie, więc przestaję się już znęcać nad Dziedzictwem Bourne’a, żałuję jedynie, że zostałem skuszony samym tytułem i miałem (nie)przyjemność stracić ponad 2 godziny ze swego życia na dotrwanie do napisów końcowych. Swoją drogą końcówkę filmu chyba doklejono w strasznym pośpiechu. Nie polecam. Więcej – odradzam.

Źródło screenów: http://www.thebournelegacy.com
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s