Klient nasz pan? Dobre sobie.

Wchodzisz do sklepu, ekspedientka wita Cię z uśmiechem, a po zapłaceniu serdecznie żegna i życzy miłego dnia. Inna sytuacja – reklamujesz produkt i nie musisz czekać tygodniami na wymianę bądź zwrot pieniędzy. Brzmi jak bajka? Okazuje się, że niekoniecznie.

prlZ racji emigracji mam okazję porównać traktowanie klienta w Polsce oraz w Austrii. I to w różnych sytuacjach: przy okazji reklamowania obuwia, przy okazji zakupów zarówno w osiedlowym sklepie, jak również w markecie, czy przy zwykłym nadawaniu listu na poczcie. Niestety muszę powiedzieć, że różnice są ogromne i to na niekorzyść rodzimych sprzedawców.

Zacznijmy od małego sklepu. W pobliżu mojego miejsca zamieszkania w Wiedniu obsługa wita każdego wchodzącego klienta, a po podliczeniu zakupów dorzuca życzenia miłego dnia. Ba, kasjerka potrafi jeszcze sama popakować produkty widząc jak guzdrzę się z drobnymi. Można? Można. W lokalnym sklepie w Lublinie ekspedientka również mnie wita, ale miną jakbym co najmniej ukradł połowę wyłożonego towaru. „Coś jeszcze?” rzucane jest z takim cierpiętniczym westchnieniem, że człowiekowi robi się jej żal i wychodzi jak najszybciej aby już nie zamęczać jej pytaniami o musztardę sarepską czy inne płatki kukurydziane.

prl2Przenieśmy się do marketu. Powitanie, pożegnanie, „miłego dnia” życzę – oczywiście standard. Oczywiście nie w Polsce. A nie, przepraszam, czasami zdarza się usłyszeć, chociaż chyba ustaliłem źródło takich zachowań. Ostatnio, bodajże w markecie grającym z Barceloną w El Clasico, zauważyłem fajną tabliczkę, na której było napisane mniej więcej coś takiego: „Uśmiechaj się do klienta, a po zakończeniu zakupów życz miłego dnia i zaproś ponownie do odwiedzenia naszego sklepu”. No niby wszystko gra, ale mnie się zawsze wydawało, że do kulturalnych zachowań nie trzeba się (lub kogoś) zmuszać. To się po prostu ma. Kolejna rzecz – płacenie bonami. Nie wiem czemu, w Polsce utarło się, że z bonów nie wydaje się reszty. Bo nie, i koniec. Tutaj nie ma problemu, żeby tak zapłacić za zakupy, przynajmniej ja nie spotkałem się z taką sytuacją.

Z innej beczki – zakup garnituru. W dość niedużym odstępie czasu musiałem kupić jeden w Polsce, jeden w Wiedniu. Zgadnijcie, gdzie kupowało się sympatyczniej jeśli chodzi o obsługę … W Austrii pani z działu męskiego poświęciła mi naprawdę sporo czasu przynosząc kolejne marynarki do przymiarki. Co więcej, poszła mi na rękę i „pchnęła” wyżej w kolejce czekających na skrócenie spodnie, bo gajer był mi naprawdę potrzebny na cito. W Polsce zaczęło się równie przyjemnie, ale po chwili przejęła mnie „zmierzła pani” jak ją ochrzciłem. Wzrok z rodzaju „idźpanstąd” mówił wszystko. Co więcej, chciała mnie usilnie przekonać, że wybrałem inną koszulę niż to miało miejsce. Brrrrr.

Reklamacje, reklamacje. Temat rzeka. Chyba każdy z nas znalazł się w sytuacji, gdy zakupiony przedmiot albo lekko odbiegał od normy albo po pewnym czasie po prostu się popsuł/przetarł/coś innego. W Polsce wymiana towaru czy odzyskanie pieniędzy to prawdziwa droga przez mękę. I tak dobrze, jeśli reklamacja zostanie uznana (niestety nie możemy wymienić butów ponieważ starły się podczas chodzenia – norma). A jak to jest nad Dunajem? Kupiłem buty, po dwóch tygodniach zauważyłem pęknięcie na czubku. Poszedłem do sklepu, pokazałem uszkodzenie ekspedientce, a ona kazała mi wziąć nową parę. Ponieważ nie było już tego modelu w moim rozmiarze, mogłem wziąć inny, w tej samej cenie. Bez 2 tygodni czekania na reklamację.

I jeszcze sytuacja, która wydaje się mało istotna, jednak jest dość charakterystyczna – płacenie razem czy osobno w lokalach. W Wiedniu praktycznie zawsze gdy kelner podchodzi z rachunkiem do stolika, pyta się czy płacimy całość rachunku czy każdy chce zapłacić swoją część. I nie ma z tym żadnego problemu. W Polsce za każdym razem kelner(ka) robi skrzywioną minę i rzuca propozycję żebyśmy sobie to podzielili między sobą bo to tyle roboty…

Na koniec tchnę trochę optymizmu w ten mroczny obraz obsługi klienta rodem z PRLu. Kilka tygodni temu szukając butów do garnituru wstąpiłem do jednego ze sklepów naszej popularnej, rodzimej firmy. I przeżyłem szok. Obsługa była przemiła, panie profesjonalnie doradzały w kwestii kolorystyki itp. Ja wiem, że jeden skowronek wiosny nie czyni, ale chyba powoli idzie ku dobremu. Pozdrawiam panie z Wojasa 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s