Moja racja jest mojsza niż twojsza, czyli sztuka przyznania się do błędu

Prowadzisz zaciętą dyskusję i nagle rozmówca punktuje Cię, pokazując że nie masz racji. Po prostu się mylisz, popełniłeś błąd. Co robisz? Przyznajesz mu rację? Czy może brniesz w zaparte, próbując odwrócić kota ogonem albo korzystasz z szeregu dziecinnych argumentów w stylu „jesteś głupi!”? Nic tak nie wkurza jak uparte zaprzeczanie faktom (kłamię, niepoprawna polszczyzna wkurza bardziej, ale o tym kiedy indziej).

Impulsem do powstania tej notki była sytuacja sprzed kilku dni. Krótko ją nakreślę bez wnikania w szczegóły: u jednego z naszych klientów pewna funkcjonalność zaczęła wykazywać, nazwijmy to, nie do końca zaplanowane skutki uboczne. Co więcej, nie można było powtórzyć tego przypadku ani na kopii aplikacji klienckiej ani w wersji ogólnej – tak przynajmniej twierdzili testerzy. Jednak jako wychowany na trust no one postanowiłem to sprawdzić dokładniej. Okazało się, że błąd istnieje i to w dodatku od dobrych paru lat. Po prostu był tak zakamuflowany, że wyszedł dopiero teraz.

I tu zaczyna się najciekawsze. Poinformowałem odpowiednią osobę, prosząc o stworzenie zadania do naprawienia buga i … spotkałem się z niespodziewanym oporem: „A może to jakiś specjalny przypadek? A może to tak powinno działać? A poza tym to ja nie widzę tego błędu – u mnie działa.” Poszedłem, pokazałem palcem co i jak, i w rezultacie dostałem zadanie. Dostałem i oniemiałem widząc dopiski w stylu „błędu nie można powtórzyć u klienta” czy „błąd występuje w wersji ogólnej tylko w szczególnych wypadkach„. Nie miałem siły na kolejne bezowocne dyskusje, więc dopisałem do zadania informacje o stanie faktycznym: błąd istnieje od co najmniej 3 lat, nie ma żadnych szczególnych przypadków.

Nasuwa się pytanie – jak krótkowzrocznym trzeba być, aby nie wiedzieć, że Twoja pomyłka może zostać odkryta? Co więcej, o tej pomyłce może dowiedzieć się więcej osób. Czy urażona duma nie pozwala na przyznanie racji drugiej stronie? A co bardziej „boli” – wydukanie przeprosin i przyznanie się do błędu w cztery oczy czy narażenie się na śmieszność w większym gronie?

Przyznam, że po zrobieniu rachunku sumienia przy tej okazji, znalazłem kilka sytuacji z przeszłości gdy zajadle broniłem swego zdania, wiedząc, że nie mam racji. Mając nadzieję, że przekrzyczę rozmówcę, nagnę rzeczywistość. Nic z tego. Nie udało się ani razu. A po pewnym czasie czułem się po prostu jak dureń w każdym takim przypadku. Nie masz racji – przyznaj to bez żadnego ale. Przeproś jeśli potrzeba. Szkoda czasu na przepychanki, lepiej pójść chociażby na piwo.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s