Chodź, pomaluj mój świat

Dzisiejszy wpis traktować będzie o postrzeganiu kolorów przez kobiety oraz płeć brzydką, czyli facetów. Z pewnością zauważyliście, że o ile panowie zatrzymali się w zasadzie na poziomie barw podstawowych i pochodnych (pomińmy przypadki potwierdzające regułę), od czasu do czasu dorzucając do tego zasłyszaną gdzieś obco brzmiącą nazwę, o tyle panie nie znają umiaru w wymyślaniu nowości w tym temacie.

Bo jak inaczej określić można błękit Thénarda, cynobrowy czy … majtkowy (tak, tak, jest i taki)?  Wyjście z partnerką na zakupy staje się prawdziwym wyzwaniem, gdy musimy zmierzyć się z sadzą angielską lub sjeną paloną. Osobiście wydaje mi się, że kobiety w jakiś sadystyczny sposób czerpią satysfakcję widząc partnera miotającego się w poszukiwaniu szminki w kolorze czerwieni wzrokowej, mogącej pasować do dopiero co zakupionego szala.

Co gorsza, jestem praktycznie pewien, że ta „tajemna wiedza” przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Dobrych kilka(naście) lat temu widziałem starszą panią spacerującą z wnuczką. Dziewczynka bawiła się w opisywanie kolorów samochodów mijanych na parkingu. Niby niewinna zabawa, jednak babcia dość szybko i bezwzględnie temperowała „prostackie” zapędy wnuczki:

B(abcia): Jakiego koloru jest ten samochód?
W(nuczka): Zielonego.
B: Nie, nie kochanie. To jest seledynowy.

Innym razem jesteśmy ze znajomymi większą paczką w pubie. Panowie prowadzą rozmowy o dupie Maryni, panie – o zbliżającym się weselu jednej z nich. W pewnym momencie pada określenie koloru sukni ślubnej: złamane écru.

Panie reagują w sposób typowy:
– Oooo, śliczna, super itd itp.
Panowie po chwili konsternacji typują wzrokowo jednego odważnego, który pyta:
– Hmmm, ale złamane czym?

Nota bene do tej pory gdy w towarzystwie padnie słowo „złamane”, ktoś po chwili dorzuca: écru.

Być może w tym wszystkim jest jednak jakaś metoda, mająca na celu ucywilizowanie facetów, uczynienie ich bardziej przystępnymi, bardziej otwartymi na otaczający nas świat. Mówiącymi przykładowo turkusowy zamiast banalne zielony czy niebieski. A taka przemiana z pewnością zachodzi, gdyż sam jestem jej doskonałym przykładem – ostatnio opowiadając znajomej o kolorze ścian w mieszkaniu Mamy opisałem je jako … ciemny burgund.

I pamiętajcie, rudy to nie kolor, rudy to charakter 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s