Sznycel wiedeński, czyli jak zakochać się w schabowym

Najlepszym opisem sznycla wiedeńskiego jest stwierdzenie, że jest on dla Austriaków tym, czym dla Polaków bigos (tu wstawcie dowolną inną ulubioną potrawę). I od razu na wstępie uwaga dla osób z krakowskiego – sznycel to nie jest kotlet mielony! Nie, i kropka.

Legenda głosi, iż adiutant cesarza Franciszka Józefa, graf Attems, przesyłając marszałkowi Radetzkemu raport na temat sytuacji w Lombardii, dodał na marginesie notkę opisującą przepyszny, cielęcy kotlet panierowany. Po powrocie Czytaj dalej

Reklamy

DLC zabijają gry

We wpisie dotyczącym osiągnięć w grach komputerowych zasugerowałem, że są one w zasadzie wyłącznie próbą przykucia gracza na dłużej do konkretnego tytułu. Innym rodzajem sztucznego przedłużacza jest tzw. DLC czyli zawartość do pobrania. I o ile jeszcze darmowe dodatki, które trafiają się niestety coraz rzadziej, można tolerować, o tyle płatne DLC to tylko i wyłącznie skok na kasę. W wielu przypadkach niezwykle perfidny. Czytaj dalej

Acziwki – na co to komu?

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami … a nie, to nie ta bajka. W każdym bądź razie był taki czas, gdy gry komputerowe  dawały graczowi poczucie dobrze wydanych pieniędzy – trzymająca się kupy fabuła, ciekawie opowiedziana historia, dość wysoki poziom trudności itp., itd. Jednym słowem, tytuł przykuwał na długie godziny, sprawiając masę frajdy.

Pewnego dnia coś się zmieniło. Nagle okazało się, że fabuły są płytkie jak kałuże, gry przechodzą się w zasadzie same, a gracze proszeni o wymienienie zapadających w pamięć fragmentów rozgrywki zachowują się jak przesympatyczna Dory z filmu Gdzie jest Nemo.  I w tym momencie Czytaj dalej

Sernik wiedeński, kawa i jajka po wiedeńsku – O rly?

Wiedeń kojarzy się przede wszystkim z Mozartem, sznyclem, Wojakiem Szwejkiem i CK Dezerterzy. Jednak gdy rozejrzeć się po menu w naszych swojskich lokalach, i tam możemy natrafić na dania pyszniące się wiedeńskością w nazwie, takie jak sernik, kawa czy pospolite jajka. Wiedzeni ciekawością, podczas wizyty w stolicy Austrii uderzamy do restauracji i już widząc oczami duszy tę rozkosz spływającą na podniebienie, doznajemy rozczarowania. Otóż moi mili, kelner nie przyniesie nam ani wiedeńskiego sernika, ani jajek po wiedeńsku, a i z kawą mogą być pewne problemy. Oczywiście z taką, jaką pijamy w Polsce. Po wiedeńsku. Czytaj dalej

1..2..3 próba bloga

Podobno początki są najtrudniejsze …
… zdążyłem jednak zauważyć, że dalej też nie jest łatwo. Do napisania tej notki podchodziłem jak pies do jeża, a kiedy wreszcie wydawało mi się, że wiem co mam napisać, wszystkie myśli ulatywały mi gdzieś, pozostawiając mnie nagle w zawieszeniu nad klawiaturą. Teraz znowu siedzę, próbując wymyślić jakąś głęboką treść, która przyciągnie setki tysięcy czytelników i uczyni ze mnie milionera. Nie, no to żart oczywiście – tak naprawdę od jakiegoś czasu chodzą mi po głowie pewne przemyślenia na różne tematy, które chciałbym ubrać w odpowiednie słowa i przenieść na „papier”.  Oczywiście niezbyt się one łączą ze sobą, ale ponieważ pozostają w kręgu moich zainteresowań, postanowiłem nie zawężać tematyki bloga do konkretnej kategorii. Jeśli starczy mi sił i samozaparcia, popiszę trochę na temat gier komputerowych, literatury/filmów SF i fantasy, gotowania czy Wiednia, miasta, z którym jestem związany od kilku lat.

Uffff, i to by było chyba na tyle
pozdrawiam i życzę przyjemnej (mam nadzieję) lektury

Rondzio